Sen w Splicie…
No i jesteśmy w miejscu do którego zmierzaliśmy wzdłuż Adriatyku - SPLIT. Piękne miasto, dość spore i zupełnie inne od miast, które do tej pory widzieliśmy. Ania właśnie przegląda przewodnik, by dopieścić plan dzisiejszego zwiedzania miasta.

Zaczynamy od spaceru po Marjanie (nie mylić z Marianem) - to ta góra widoczna na zdjęciu powyżej.
Wczoraj dojechaliśmy dość późno do Splitu, bo zapuściliśmy się do Parku Narodowego KRKA. Długi spacer po przygotowanych do tego celu pomostach, piękne wodospady bardzo nas urzekły. Jest to jedyny park narodowy na świecie, w którym można się wykąpać, więc mamy sporo zdjęć taplając się tuż pod wodospadami.

Więcej zdjęć wrzucę do galerii, tuż po powrocie z wczasów.
Pierwszy raz od Wiednia przespaliśmy się w miękkim łóżku. Okazało się, że znalezienie noclegu nie jest takie trudne, bo wystarczy znaleźć się w centrum miasta i wyglądać na lekko zdezorientowanych. Kilka propozycji noclegów i podjechaliśmy sprawdzić mieszkanie blisko morza (10 minut spacerkiem) u przemiłej starszej Pani, która ugościła nas winem własnej produkcji i długą wieczorną rozmową:)
Pozdrawiamy gorąco
anca&paff
finansowo, systemowo zarządzają wprost wzorowo
3 Wrzesień 2008 godzina 23:01
ALEŻ TAM PIĘKNIE :))
3 Wrzesień 2008 godzina 23:33
Powtarzam za Olafkiem “ależ tam pięknie”. Dzieki Wam bardzo. Po prostu podróżuje razem z Wami. Niesamowite.
3 Wrzesień 2008 godzina 23:34
Ciekawa jestem jak rozmawialiście z tą starszą Panią?
4 Wrzesień 2008 godzina 11:05
Przypominam sobie moją Chorwację. Było pięknie a podróż wzdłuż Adriatyku rozpoczęliśmy w Dubrowniku - polecam gorąco. Budynki z jasnego kamienia i wykładane marmurem place. Miasto dla zakochanych, wiec w sam raz dla Was.
Gorąco pozdrawiamy !!!!!!!!!
Figi prosto z drzewa są pyszne
4 Wrzesień 2008 godzina 22:13
O Dubrowniku słyszeliśmy, pomarańcze na drzewach, ale to nawet udało nam się wypatrzyć w Splicie, a figi naprawdę wyśmienite, szczególnie schłodzone. Nie mamy zbyt wiele czasu i konkretne plany, nawet Rzym ominiemy, bo tam wrócimy kolejnym razem i na pewno bez samochodu.
Z panią u której mieszkalimy rozmawialiśmy w 3 językach: angielski trochę, ciut na migi, a większość esperanto. Czyli tworzyliśmy nowy język.
Pozdrawiamy z promu, który zabiera nas do Italii, ja piszę z komórki, więc fotki nie wrzucę. Kolejnym razem, jak uda mi się wpiąć do bezprzewodowej sieci.
Całusy
Ania i Paweł