Italia - zaczynamy od Toskanii
I dopłynęliśmy do portu w Ankonie. Pierwsze wrażenie nie było fascynujące, słoneczną i czystą Chorwację zamieniliśmy na brudną, cuchnącą i mało przyjemną włoską rzeczywistość. Jednak po jakimś czasie złe wrażenie ustąpiło i zachwycaliśmy się cudownymi krajobrazami Toskani, mijając gaje oliwne i cudne winnice Chianti.
Toskania jest bardzo górzystym regionem. Dominują malownicze, uporządkowane, łagodne, choć surowe wzgórza, poprzecinan bardzo wąskimi, krętymi drogami. Na tych drogach nie można się nudzić, mimo, że podróż przeciąga się godzinami.

Pierwszym przystankiem była miejscowość - Siena. Dość charakterystyczne miasto (niektórzy mogą kojarzyć - i słusznie - z samochodem) gdzie wszystkie drogi prowadzą na słynny główny plac Il Campo. Główne ulice łączą się na nim w kształt litery Y. Siena jest znana ze słodyczy Panforte, czyli ciasto zrobione z miodu, kandyzowanych owoców, migdałów i goździków (nie zdecydowaliśmy się na konsumpcję z powodu przejedzenia pizzą, ale mamy dokładne zdjęcia łącznie z recepturą).

Przejechawszy wszerz całe Włochy (ok 380km) znaleźliśmy się nad Morzem Liguryjskim, gdzie Ania na nowo odżyła, a ja rozpocząłem sesję zdjęciową.

U wrót Marina di Pisa zastaliśmy tak cudowną plażę (prawie jak w Chorwacji), że musieliśmy się zatrzymać. Nie było to tak proste, tutaj nikt nie ma zamiaru przyjmować turystów w swoich domach, a na bardzo dlugiej ulicy wzdłuż nabrzeża, tylko jedna kamienica ma dwa apartamenty do wynajęcia. Zagnieździliśmy nasze 4 litery w jednym z nich.
Podróż po tej miejscowości rozpoczęliśmy od restauracji, gdzie lokalne wino przyjemnie komponowało się z owocami morza.

Na plaży wśród olbrzymich kamieni, na których rozłożyliśmy kocyk, można było dojrzeć różne jadalne okazy jeszcze w postaci żywych stworzeń.

Następny wpis o wczorajszej wizycie w Pizie, gdzie oprócz krzywej wieży zobaczyliśmy jak Włosi spędzają czas wieczorami gromadząc się w centrum miasta.
Pozdrawiamy
Ania i Paweł

finansowo, systemowo zarządzają wprost wzorowo
7 Wrzesień 2008 godzina 23:40
O Boże !!! Dech mi zapiera. Zazdroszcze Wam. Chłońcie oczami i aparatem fotograficznym wszystko co się da. Cudowna pamiątka dla Was i dla nas. Nikt Wam tego nie odbierze. A zwiedzaliśmy dziś nasz rodzimy Kazimierz Dolny i Nałęczów. To jednak inny klimat od Waszego. Buziaki.
7 Wrzesień 2008 godzina 23:42
Ciasto owszem, ale owoce morza brr….. Smacznego.
8 Wrzesień 2008 godzina 12:59
Macie bardzo fajnie.Ja tylko byczę się w Łebie. Gorące pozdrowionka i gratulacje od Natalki.
10 Wrzesień 2008 godzina 00:03
Kura się byczy w Łebie. A ja rezyduję w Gdańsku i … też się byczę

Czekamy na dalsze raporty i mam nadzieję, że po powrocie będzie solidny reportaż
Pozdrawiam
18 Wrzesień 2008 godzina 21:26
Do domu Dzieciaki, do domu, bo kicia tęskni, ale my bardziej. Fajnie, że jesteście już z powrotem.